Sprzedaż za granicę może mieć różne twarze. Niektórzy decydują się na udostępnianie swoich towarów za pośrednictwem popularnych portali, w tym Amazon, Ebay oraz Dawanda. Inni z kolei sprzedają przede wszystkim na swojej stronie internetowej, która przygotowana jest językowo nie tylko dla klientów z Polski, ale również z zagranicy. Sprzedaż samochodu stanowiącego współwłasność podatnika; Ustawa z 11 marca 2004 r. o podatku od towarów i usług (tekst jedn.: Dz.U. z 2022 r., poz. 931) Rozporządzenie Ministra Finansów z dnia 28 grudnia 2018 r. w sprawie zwolnień z obowiązku prowadzenia ewidencji przy zastosowaniu kas rejestrujących (Dz.U. z 2018 r., poz. 2519) Posty: 2. sprzedaż psa za granicę. Witam, żona prowadzi zarejestrowaną i opodatkowaną hodowlę psów rasowych. Po dłuższych negocjacjach na Facebooku zgłosiła się klientka na psa z Anglii,zaakceptowała cenę i zamiast proponowanej zaliczki wpłaciła przelewem całą sumę.Następnie kupiła psu międzynarodowy paszport,gdzie wpisano Zastanawiasz się, co z OC po sprzedaży auta za granicę? Przede wszystkim trzeba wyrejestrować pojazd w wydziale komunikacji, najlepiej zrobić to jeszcze przed wyjazdem nowego właściciela za granicę. Konieczne do tego będą takie dokumenty jak umowa, tablice rejestracyjne i karta pojazdu (jeśli była wydana) oraz aktualne ubezpieczenie OC. Jeśli szukasz ubezpieczenia do nowego auta, skorzystaj z porównywarki ubezpieczeń https://porownywarki-ubezpieczen.pl/, aby wybrać najlepszą ofertę. Sprzedaż auta za granicą – kiedy się opłaca? Sprzedając samochód, zwykle zakładamy, że nabywcą będzie rodak. Jednak w niektórych przypadkach warto rozważyć sprzedaż auta za Kara za brak OC w 2023 roku wynosi aż 7200 zł za zwłokę powyżej 14 dni, a 1440 zł za opóźnienie powyżej 3 dni. Stefania Stuglik, ekspert ds. ubezpieczeń komunikacyjnych Niezgłoszenie sprzedaży samochodu a łamanie przepisów przez nabywcę. Może się również zdarzyć, że nowy właściciel spowoduje wypadek lub doprowadzi do kolizji. Dw7zxFG. Wyjazd za granicę w poszukiwaniu wymarzonego samochodu to dostęp nie rzadko do ciekawych modeli w dobrym stanie. Sam proces zakupu nie różni się zbytnio od tych obowiązujących w naszym kraju z tym, że jest więcej formalności do należy, że decydując się na zakup samochodu za granicą powinniśmy zachować szczególną ostrożność. Po pierwsze lepiej wystrzegać się zakupu samochodu poprzez zagraniczne serwisy ogłoszeniowe i wpłacanie zaliczek. Unikniemy sytuacji, w której sprzedawca może okazać się zwykłym się na kupno samochodu poświęcamy na ten cel nasze ciężko zarobione pieniądze. Aby uniknąć rozczarowania najlepiej wybrać się za granicę osobiście. Będziemy mogli lepiej ocenić wybrany pojazd i ominiemy nieprzyjemności zawiązane z nietrafionym ofert zakupu możemy zdecydować się na zakup od właściciela lub od handlarza. Zakup od właściciela jest zdecydowanie korzystniejszy dla naszego portfela. Dzięki temu ominiemy prowizję dla handlarza. Przegląd przed zakupem Jeśli nie posiadamy wystarczającej pewności co do stanu samochodu, zanim popiszemy umowę najlepiej udać się do niezależnego warsztatu. Szczególną uwagę trzeba zwrócić na ryzyko cofniętego licznika, powypadkowej historii pojazdu bądź innych ukrytych usterek. Dobrze jest uzyskać od sprzedawcy potwierdzenie na umowie stanu pojazdu - przebiegu, bezwypadkowej historii. Umożliwi to nam dochodzenie swoich praw w sytuacji, gdy zostanie stwierdzony stan niezgodny z tym, co deklarował sprzedawca. Procedura zakupu Przy zakupie auta od osoby prywatnej podpisujemy umowę kupna-sprzedaży. Jeśli natomiast nabywca zdecyduje na kupno samochodu w komisie samochodowym otrzyma rachunek. Zanim pojedziemy za granicę po samochód dobrze jest przygotować umowę bądź rachunek w dwóch językach. Po powrocie do kraju możemy uniknąć kosztów (w zależności ud Urzędu - niektóre wymagają na umowie pieczęci tłumacza przysięgłego) związanych z ich tłumaczeniem przysięgłym. Dodatkowo od sprzedawcy powinniśmy otrzymać: kartę pojazdu dowód rejestracyjny zaświadczenie o wyrejestrowaniu samochodu Po podpisaniu przez strony umowy należy udać się do zagranicznego Wydziału Komunikacji, gdzie wyrejestrujemy samochód. W przeciwnym wypadku nie będziemy mogli zarejestrować auta w kraju. Kolejnym krokiem jest wykupienie tablic eksportowych i ubezpieczenia. Jeśli samochód nie ma ważnych badań technicznych wykupujemy tablice 5-dniowe z żółtym paskiem. Jeśli natomiast samochód ma ważny przegląd możemy wykupić tablice z czerwonym paskiem, których zaletą jest dłuższa ważność. Formalności w kraju Tłumaczenie dokumentów - dokumenty w obcym języku muszą zostać przetłumaczone na język polski przez tłumacza przysięgłego, oryginały i tłumaczenia powinno się skserowaćBadania techniczne - należy udać się do Stacji Kontroli Pojazdów na przegląd, gdzie uzyskamy zaświadczenie o przeprowadzonym badaniu technicznymUrząd celny - w urzędzie celnym właściwym dla miejsca zamieszkania należy opłacić akcyzę i złożyć następujące dokumenty: deklarację uroszczoną nabycia wewnątrzwspólnotowego - AKC-U wniosek do Naczelnika urzędu celnego o wydanie potwierdzenia zapłaty akcyzy potwierdzenie opłaty skarbowej za dokument potwierdzający zapłatę akcyzy dokument zakupu auta karta pojazdu, dowód rejestracyjny dokument wyrejestrowania w kraju, w którym nabyliśmy pojazd zaświadczenie o badaniu technicznym tłumaczenia dokumentów Wpłatę akcyzy dokonujemy na konto bankowe Izby Celnej, w tytule przelewu wpisujemy "akcyza od samochodu osobowego" dodatkowo należy podać markę oraz numer nadwozia. Z kolei opłatę skarbową uiszczamy na konto bankowe Urzędu Miejskiego, w tytule wpisujemy "opłata skarbowa za wydanie potwierdzenia zapłaty podatku akcyzowego" podajemy markę oraz numer Skarbowy - po otrzymaniu decyzji o zapłacie akcyzy trzeba udać się do Urzędu Skarbowego. Jeśli pojazd pochodzi z obszaru wewnątrzwspólnotowego nie płacimy VAT-u jednak uzyskanie decyzji o zwolnieniu z VAT wymaga uiszczenia opłaty w wysokości recyklingowa - wpłaty dokonujemy na rachunek bankowy Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska, w tytule wpisujemy "Opłata recyklingowa" podajemy numer VINRejestracja pojazdu w wydziale komunikacji - dostarczamy zgromadzone dokumenty: wypełniony druk o rejestrację z wydziału komunikacji dowód własności pojazdu - faktura, rachunek, umowa kupna-sprzedaży dowód rejestracyjny wraz z ważnym przeglądem technicznym polisę OC kartę pojazdu - jeśli została wydana dowód osobisty dokument potwierdzający wyrejestrowanie pojazdu potwierdzenie opłaty akcyzy potwierdzenie uiszczenia opłaty recyklingowej dowód odprawy celnej przywozowej w przypadku, gdy samochód pochodzi z obszaru państwa trzeciego zaświadczenie z urzędu Skarbowego o płaceniu podatku od towarów i usług lub brak obowiązku uiszczania takiego podatku jeśli samochód został sprowadzony z terytorium państwa członkowskiego (VAT-25) zaświadczenie o przeprowadzeniu badania technicznego potwierdzenie opłaty recyklingowej Po zarejestrowaniu pojazdu otrzymujemy tymczasowy dowód rejestracyjny, tablice rejestracyjne oraz naklejkę na - po odebraniu dowodu rejestracyjnego udajemy się do zakładu ubezpieczeń i wykupujemy polisę OC. comments powered by Coraz więcej na rynku pojazdów używanych pojawia się aut, które są sprzedawane z ominięciem bardzo ważnego punktu procedury importowej - wpłaty należnego podatku VAT (powinien być naliczony PRZY SPRZEDAŻY samochodu). Procedura importu i sprzedaży takiego samochodu wygląda banalnie prosto - dlatego obecnie trzeba bardzo uważać przy zakupie auta, które pierwotnie było w posiadaniu firmy (np. leasingowej) za granicą. Pokrótce teraz napiszę, jak wygląda zakup i "zalegalizowanie" takiego samochodu: 1. Rejestrowana jest firma z nipem UE, która może dokonywać zakupu samochodów za granicą, płacąc tam kwoty NETTO. Firma rejestrowana jest w Polsce lub za granicą - to ważna informacja - nie należy z góry zakładać, że jeśli sprzedawcą była firma zagraniczna, to wszystko jest w porządku. 2. Właścicielem w/w firmy jest "słup" - czyli osoba, z której ciężko ściągnąć później jakiekolwiek należności z tytułu zaległych podatków, firma po dokonaniu kilku transakcji najczęściej zostaje zlikwidowana i zakłada się następną. 3. Firma dokonuje bezpośrednio, lub przez komis, sprzedaży auta końcowemu nabywcy, wystawiając na niego fakturę VAT-marża, lub fakturę ze stawką VAT: "zw." lub "0%" 4. Nabywca, otrzymując fakturę, dowód opłaty akcyzy, przegląd techniczny, tłumaczenia i opłatę recyklingową, dokona bezproblemowej rejestracji samochodu - bowiem dysponuje wszystkimi niezbędnymi dokumentami do zarejestrowania samochodu, a wydział komunikacji nie sprawdza, czy samochód podlegał obowiązkowi opłacenia podatku VAT, czy też nie. Teoretycznie więc nabywca ma legalnie nabyty i zarejestrowany pojazd. 5. Urząd Skarbowy, na który zarejestrowana była firma dokonująca sprzedaży auta, z około 3-miesięcznym opóźnieniem otrzymuje wykaz transakcji wewnątrzwspólnotowych, które podlegały opodatkowaniu 23% VAT-em. Firma, która nie uiściła podatku - wzywana jest do wyjaśnienia sytuacji - to może potrwać ok. miesiąc. 6. W międzyczasie firma, dokonująca "usuwania podatku VAT" z jasnych względów zostaje zlikwidowana. 7. Urząd Skarbowy, na podstawie numeru VIN samochodu będącego przedmiotem postępowania, dociera do końcowego nabywcy i nabywca jest wzywany do Urzędu, gdzie zapozna się z niewesołą dla niego sytuacją. Jej zakończenie może wyglądać następująco: - właściciel samochodu płaci zaległy VAT z odsetkami (za ok. 4-6 miesięcy, w zależności, jak szybko uda się do niego dotrzeć) i może dalej eksploatować samochód, - samochód zostaje zatrzymany do momentu zakończenia postępowania karno-skarbowego (a to może trwać np. 2 lata), po czym tak czy inaczej pozostaje obowiązek zapłacenia zaległego podatku VAT. Teraz istotna uwaga - komis, będący pośrednikiem w takiej transakcji, jest prawnie zupełnie czysty. Komisant bowiem nie może w prosty sposób sprawdzić, czy auto, które sprzedawał jako pośrednik, miało mieć VAT opłacony, czy też nie. Importer bowiem nie ma obowiązku przedstawiania faktury zakupu samochodu, aby dokonać transakcji sprzedaży. Dlatego komis nie będzie pociągany do odpowiedzialności prawnej i nikt nie będzie z komisu ściągał żadnych należności. Znana jest procedura - jak więc się ustrzec przed zakupem takiego samochodu (gdzie najczęściej takie auta są to niezłe okazje rynkowe, bo mogą mieć cenę 23% niższą od średniej rynkowej - z racji brakującego VAT-u)? 1. Jeżeli firma sprzedaje auto na fakturę z 23% VAT - temat jest prosty - w 100% firma odpowiada za obowiązek odprowadzenia podatku z faktury, którą wystawiła. Fiskus może ścigać wtedy tylko i wyłącznie sprzedawcę (zakładamy, że samochód nie pochodzi z kradzieży, bo wtedy jakkolwiek by go nie sprzedawać - będzie to nielegalne). W tej sytuacji kupujący nie musi się martwić o sprawę podatku VAT. 2. Jeżeli firma sprzedaje auto na fakturę VAT-marża - należy zrobić 2 rzeczy: a) sprawdzić po numerze VIN, kto był pierwszym nabywcą samochodu - takie informacje znajdują się w bazach dealerów - jeżeli była to firma (najpopularniejsze firmy leasingowe to: Axus Arval, Lease Plan, BCA) - to zapala się pierwsza lampka ostrzegawcza b) sprawdzić, kto widnieje jako właściciel w dowodzie rejestracyjnym pojazdu - i tu ważna informacja - dowód musi pochodzić z kraju, z którego został PO RAZ PIERWSZY zakupiony pojazd. Może bowiem się zdarzyć, że ktoś takie auto w międzyczasie "zalegalizuje" np. na Słowacji, albo na Litwie. Weryfikację, czy dowód jest dowodem z pierwszego nabycia auta przeprowadzić można bardzo prosto - każdy dowód rejestracyjny ma datę wydania. Jeżeli więc dowód wydano roku, a auto ma datę I-szej rejestracji w dokładnie tym samym dniu (lub parę dni wcześniej) - to jest to dowód z pierwszego nabycia samochodu od dealera. Jeżeli w dowodzie widnieje jako właściciel firma - druga lampka ostrzegawcza. 3. W przypadku, gdy obie w/w weryfikacje dały pozytywną informację (mamy w obu przypadkach firmę jako właściciela pojazdu) - to na 99% sprzedający powinien naliczyć VAT przy sprzedaży samochodu. I teraz kolejna ważna uwaga - powyższa procedura dotyczy tylko i wyłącznie sytuacji, gdy samochód w Polsce sprzedaje FIRMA (bezpośredni importer, komis, itp.). Osoby fizyczne, nabywające pojazd za granicą, płacą tam PEŁNĄ kwotę, obejmującą stawkę VAT obowiązującą w kraju, w którym dokonywana jest transakcja kupna-sprzedaży. Podobnie nabycie samochodu za granicą od osób fizycznych jest w Polsce zwolnione z podatku VAT - tak więc jeśli właścicielem samochodu była za granicą osoba prywatna - nie ma do niej zastosowania powyższy wywód. Są przypadki, bardzo sporadycznie spotykane, gdy firma za granicą sprzedaje pojazd w cenie brutto (ze stawką VAT zw. lub 0%). Aby mieć pewność, że w ten sposób dokonano transakcji - należy się skontaktować ze sprzedawcą za granicą, bo znając umiejętności Polaków w kwestii tworzenia nowych faktur VAT, nie mających nic wspólnego z oryginalnymi fakturami, jakakolwiek inna próba sprawdzania oryginalności faktury zakupu pojazdu może się okazać nieskuteczna. I następna uwaga - weryfikacja dokumentów pojazdu w Urzędzie Skarbowym czy też w Wydziale Komunikacji nic nie daje. Sprzedający, przekazując komplet dokumentów niezbędnych do zarejestrowania samochodu, nie przekazuje nabywcy faktury potwierdzającej zakup pojazdu, ani innych dokumentów, które zawierałyby informację, że transakcja miała lub nie miała być opodatkowana stawką 23% VAT. A nawet, jeśli ową fakturę da do wglądu - Urząd Skarbowy ani Wydział Komunikacji nie będzie w stanie w prosty sposób zweryfikować jej autentyczności - wymagany jest w tej sytuacji kontakt z drugą stroną transakcji - czyli firmą sprzedającą za granicą samochód. I raczej mało komu uda się nakłonić jakiegokolwiek urzędnika, aby dzwonił za granicę i konsultował z tamtejszym księgowym takie rzeczy. Wydział Komunikacji natomiast stwierdzi, że kupujący ma pełny komplet dokumentów niezbędnych do rejestracji i potwierdzi, że auto można zarejestrować. A teraz najciekawsze - finalnie straci na całym procederze "unikania VAT-u" tylko i wyłącznie końcowy nabywca samochodu. Posiada bowiem pojazd, który jest przedmiotem postępowania karno-skarbowego (nielegalne wprowadzenie pojazdu na rynek) - a więc w łatwy sposób można windykować z niego należność - wystarczy zatrzymać pojazd, a następnie wystawić go do przetargu, jeżeli właściciel nie zechce uiścić podatku VAT. Raczej mało prawdopodobne jest, żeby nie sprzedać auta za kwotę, pozwalając pokryć podatek VAT. Dlatego na dzień dzisiejszy nie bardzo Urzędom Skarbowym opłaca sięścigać firmy, dokonujące nielegalnego wprowadzenia pojazdów na polski rynek. Wszakże tak czy inaczej będzie się dało ściągnąć wymaganą należność - jest bowiem co zabezpieczyć na czas postępowania. Wisienką na torcie niech będzie fakt, iż auta, będące przedmiotem takich przekrętów, najczęściej są w doskonałym stanie wizualnym oraz technicznym. Dlatego potrafi to uśpić czujność kupujących - mają bowiem oni święte przekonanie, że nabywająświetny samochód w bardzo atrakcyjnej cenie - trzeba się więc spieszyć, żeby ktoś nie podkupił okazji. I im droższy samochód - tym ryzyko większe - po transakcji więcej zostaje pieniędzy z tytułu niezapłaconego podatku VAT. Przekręt na licznikach Samochody za granicą są używane intensywnie, codziennie ale jednocześnie są względnie mało zużyte. Zdecydowana większość dużych samochodów pierwsze kilka lat jeździ dla firm (leasing) i jeżdżą dużo; 30-80 tys. km rocznie. Samochody takie wyglądają powierzchownie bardzo nowe, porównując także chociażby stan techniczny zagranicznych i polskich dróg. Efektem tego jest bardzo duża opłacalność przekręcenia licznika. Gdy samochód 3-letni ma przejechanych 120 tys. prawdziwych kilometrów można znaleźć na Allegro z przebiegiem 20 tys. km co podwyższa jego wartość o co najmniej zł (€ o tyle taniej to auto sam byś kupił za granicą. Według statystyk mały samochód przejeżdża rocznie ok. 15 tys. kilometrów ale duże samochody osobowe przejeżdżają już 25 tys. kilometrów rocznie. Statystyczny ropniak przejeżdża rocznie minimalnie 30 tys. km. Generalnie diesle „robią” dwa razy więcej kilometrów niż takie same benzynowe. Mały samochód prywatny przejeżdża rocznie 12 tys. km ale już samochód firmowy (lub z leasingu) co najmniej 26 tys. km a diesel nawet 33 tys. km. Duże drogie diesle przejeżdżają w pierwsze dwa lata statystycznie 82 tys. km! Posiadając tą wiedzę nie łudź się więc, że kupując 10-letniego Vw Golfa V diesel - będzie miał na liczniku mniej niż 200 tys. km. Tak samo 6-letnie Audi a4 benzynowy powinien mieć na liczniku już około 120 tys. km. Innymi słowy: gdy kupujesz czteroletniego Audi A6 diesel z przebiegiem 60 tys. kilometrów - oszukujesz samego siebie. Bo chęć posiadania jest często silniejsza niż zdrowy rozsądek. Nie wierz zbytnio w opowieści sprzedawców. Nie wierz, że właścicielem tego samochodu była staruszka, która trzymała samochód w garażu i jeździła nim tylko w niedziele do kościoła, albo, że jest to ulubiony samochód sprzedawcy albo jego żony. Pamiętaj, za granica są auta z małymi oryginalnymi przebiegami, w perfekcyjnym stanie, ale ich cena jest średnio o 1000€ wyższa, więc handlarz takiego auta nie kupi, bo nie zarobi chcąc być konkurencyjnym na rynku. Nasza firma w przeciwności do handlarzy sprzedaje auta sprowadzone jako jedne z najdroższych wśród ogłoszeń, na każde auto za dopłatą udzielamy pakiet gwarancji 3+ 6+ oraz auto jest 100% bezwypadkowe, na pewno bezpieczne, wszystkie systemy bezpieczeństwa są i działają, mają oryginalny przebieg, oryginalną książkę serwisową, oryginalne dokumenty i po zakupie nie wymagają odwiedzenia znajomego mechanika samochodowego, maja wszystkie nalepki eksploatacyjne, wymieniony olej i filtry, są czyste i pachnące. Po prostu wsiadasz i jedziesz. Dlatego warto jest pojechać z nami po dobry samochód, zapłacić za niego normalne pieniądze i mieć pewny zadbany egzemplarz. A jeżeli wierzysz w polskie okazje cenowe, super stany po niby lekkich stłuczkach, to ja juz nic nie pomogę, chcesz być oszukiwany, więc jesteś. Od wielu lat sie mówi w Polsce, że Polacy na własne życzenie chcą być oszukiwani, bo ciągle żyją nadzieją, że może akurat ten egzemplarz jest oryginalny, kupują ten tańszy egzemplarz, tez z małym przebiegiem, bo te oryginalne auta sa ciut droższe i na dodatek maja troszkę większe przebiegi. Tylko w Polsce są takie cuda, ze tańszy i jeszcze mniejszy ma przebieg. Zapraszam wszystkich rozsądnych na wyjazd z nami po auta albo złożenie nam zlecenia na sprowadzenie wymarzonego egzemplarza. Na pierwszy rzut oka rynek aut używanych nieco się cywilizuje. Pojawia się sporo komisów o wąskiej specjalności – np. auta poflotowe, o „czystej” historii. W wielu miejscach usłużni pracownicy na pytanie o powypadkową przeszłość samochodu wyciągają z kieszeni miernik i na naszych oczach sprawdzają, gdzie auto ma niefabryczny, grubszy lakier. Jest więc lepiej, jednak o wpadkę i kupno złomu na kółkach zamiast dobrego auta... chyba łatwiej niż kiedykolwiek. Tak samo jak łatwo jest po prostu o stratę pieniędzy. Sposób pierwszy: szukaj mnie na Yahoo! Towar jest pierwsza klasa, co widać po zdjęciach przy ogłoszeniu. Opis lakoniczny: pojazd (może to być zarówno samochód, jak i luksusowy motocykl) w idealnym stanie, zero wad, zadrapań, brak defektów mechanicznych. Zarejestrowany w Polsce. Cena: może nie superniska, podejrzana, ale na pewno atrakcyjna. Kontakt: mailowy. Bardzo często jest to adres na Yahoo. Pytamy więc: gdzie można obejrzeć samochód? Odpowiedź przychodzi, o dziwo, w języku angielskim. „Samochód jest w wyśmienitym stanie, zero defektów. Jestem pierwszym właścicielem. Cena zawiera koszt dostawy. Polskie tablice rejestracyjne i papiery. Jesteś zainteresowany – pisz po angielsku”. Ponawiasz pytanie po angielsku: gdzie mogę obejrzeć auto? Odpowiedź: „Auto jest w doskonałym stanie. Pracowałem przez rok w Polsce i tam kupiłem sobie ten samochód, ale teraz wróciłem do Londynu. Samochód nie jest mi tu potrzebny, szkoda żeby stał, więc sprzedaję. Nikt tu nie chce kupić auta z polskimi papierami, więc postanowiłem sprzedać je w Polsce. Cena atrakcyjna, bo chcę pozbyć się kłopotu”. Piszesz znów: jak mogę zobaczyć samochód? Odpowiedź: „Nie ma problemu, kolego. Warunki są następujące: wpłacasz 30 proc. kaucji, a ja wysyłam samochód. 70 proc. dopłacasz, jak auto ci się spodoba. Masz 5 dni, aby przetestować je i ewentualnie wycofać się z transakcji. To chyba uczciwe? ”Albo: „Przyjadę nim do Polski. Chcę mieć jednak pewność, że traktujesz mnie poważnie. Wpłać 30 proc. ceny na konto w (...), prześlij potwierdzenie, a ja podejmę te pieniądze, gdy dogadamy się”. W obu wypadkach po wpłaceniu pieniędzy oszust znika. Możesz szukać go na... Yahoo! Jak go spłoszyć? Poproś go o skany polskich dokumentów, dostaniesz ze dwa listy w stylu „nie martw się, auto jest w idealnym stanie...”, aż w końcu zamilknie. Sposób drugi: wabik Większości z nas wydaje się, że wystarczy podjechać do innego miasta, aby ujrzeć zupełnie inną, lepszą ofertę używanych samochodów. Sprzedawcy o tym wiedzą, dlatego w internecie nie brakuje ofert przyciągających uwagę. Przy niektórych wabikach na końcu długiego tekstu opisującego zalety samochodu albo gdzieś obok jest mała uwaga: „samochód sprzedany”. Łatwo ją przeoczyć, ale nawet jeśli żadnej uwagi nie ma, zawsze można powiedzieć: niestety, właśnie odjechał, ale mamy inny. Są i bezczelni sprzedawcy: „Kochany, jakbym miał Golfa TDI na placu, to bym w nim siedział i go pilnował, zamiast sprzedawać samochody”. Tak czy inaczej: jeśli mamy jechać, aby obejrzeć jeden samochód, zwłaszcza stojący w komisie, nie warto. Zwróćmy też uwagę na jeszcze jeden trik: auta istniejące naprawdę, na zdjęciach mają założone ładne alufelgi i dobre opony. W rzeczywistości stoją na oponach przywiezionych ze złomu i zardzewiałych, nic nie wartych felgach stalowych. Ładne koła można dostać, ale trzeba za nie osobno zapłacić. Nie podoba ci się stan opon? „To nie jest nowy samochód!”. Sposób trzeci: czyj to samochód? Wśród właścicieli komisów samochodowych osób o krystalicznej uczciwości ze świecą szukać, ale wiadomo: jeśli kupię w komisie, to może i przepłacę, ale przynajmniej komis odpowiada za towar, który sprzedaje i jakby co, będę wiedział, kogo ścigać. Jedziesz więc obejrzeć auto, które stoi w komisie. Pracownik, owszem, ma kluczyki, chętnie auto otworzy i uruchomi, ale to nie jego samochód, tylko jakiegoś Roberta. On sam o aucie nic nie wie. Chętnie da telefon do Roberta. Robert wszystko powie, to z nim trzeba się dogadywać. Tak, oczywiście, auto jest bezwypadkowe, sam Pan widzi. Coś stuka? No... może i stuka, ale nie mam pojęcia co, niech Pan sobie sam sprawdzi – może to jeden wtrysk? Kupisz auto stojące w komisie od prywatnej osoby i jeśli to silnik wydaje ostatnie stuki przed śmiercią, Robert – jako osoba prywatna – jest bezpieczny. To sposób na „obejście” ustawy o sprzedaży konsumenckiej. Sposób czwarty: razem oszczędzajmy na podatkach „Czy wystawi Pan fakturę »po bożemu«, bo nie chcę mieć kłopotów ze skarbowym?”. „Jasne, nie ma sprawy. Muszę tylko spojrzeć w dokumenty, no wie Pan, za ile go mam na poprzedniej fakturze, chyba ze 34 tys., bo wie Pan, od zysku płacę podatek, ale na 34 to na pewno się da. 5-6 tys. różnicy to nie 15 tys., no nie?”. Jeśli się zgodzisz i zapłacisz więcej niż jest na fakturze, to tak, jakbyś zrezygnował z ochrony prawnej, jaką daje klientowi komisu ustawa o sprzedaży konsumenckiej. Jeśli samochód okaże się złomem, będziesz oczywiście mógł go zwrócić. Nie ma sprawy. Dostaniesz zwrot pieniędzy na konto. Dokładnie tyle, ile zapłaciłeś – tzn. tyle, ile oficjalnie zapłaciłeś. Sposób piąty: na miernik lakieru W eleganckim komisie zajmującym się samochodami poflotowymi obok siebie stoją niemal identyczne, niestare, przyjemnie wyglądające auta, które młodość spędziły jako samochody służbowe. Mają książki serwisowe, są zarejestrowane w Polsce. Chcesz niebieskiego Focusa kombi albo Opla Astrę – tu na pewno coś znajdziesz. Usłużny sprzedawca wyjdzie do ciebie z miernikiem lakieru i opisze stan auta – z grubsza. Warto położyć nacisk na „z grubsza”. Jeśli nie potrafisz sam ocenić stanu samochodu, nie polegaj na opisie: błotniki malowane, ale to przecież nic wielkiego, drzwi malowane, ale przecież wszystkie auta służbowe były przynajmniej raz zarysowane. Nic się nie dowiesz o aucie. Choć statystyka to nie reguła, szkodowość we flotach jest ponadprzeciętna. Pomalowanych błotników nie warto bagatelizować, bo często pod spodem kryje się korozja i zniszczenie spowodowane poważnym „dzwonem”. Niski przebieg? Nie wszyscy (mówiąc delikatnie) zarządcy flot są uczciwi. Są tacy, którzy robią pierwszy, a potem co drugi przegląd u autoryzowanych dilerów, dzięki czemu przebiegi udokumentowane przez książki serwisowe są dwa razy niższe niż w rzeczywistości. Zmieniać przebieg można wiele razy. Auta zmieniają stan licznika także na drodze pomiędzy aukcją poleasingową a placem sprzedaży. Wniosek? Czy kupujesz w komisie dilerskim czy od osoby prywatnej, nie rezygnuj z wizyty w warsztacie. Przed kupnem, oczywiście. Sposób szósty: na zadatek - Jestem zdecydowany, chciałbym jednak jeszcze jutro podjechać do warsztatu, aby się upewnić. „Nie ma sprawy – chce Pan zarezerwować auto? Niech Pan wpłaci zadatek – 1500 zł, najwyżej go Panu zwrócimy”. Wizyta w warsztacie zwykle kończy się zmianą decyzji, bo auto nie jest takie, jak miało być. A zadatek... nie podlega zwrotowi, w przeciwieństwie do zaliczki. Znamy i takie przypadki, że autoryzowany diler (Peugeota) wziął zadatek, a do transakcji nie doszło, bo współpracujący z nim bank odmówił klientowi kredytu. Doradca sprzedający auto (i kredyt) zapewniał, że problemu nie będzie. Ale zadatek, to zadatek – nie trzeba go zwracać. Dopiero namolność klienta w połączeniu z wysyłaniem listów do gazet sprawiły, że diler zwrócił pieniądze. A chodziło o naprawdę drobną sumę... Jaki na to sposób? Nie płać zadatków, nie płać też zaliczek! Jeśli okazja ucieknie, trudno, będzie nowa. Zwykle jednak nie ucieka, bo sprzedawcy też zależy, aby nam sprzedać. Sposób siódmy: kręcenie liczników Czy zawsze sprzedawcy zmieniają stan licznika? Nie, bo nie zawsze jest to potrzebne. Bardzo często jednak to robią, gdyż operacja jest banalnie łatwa, a klienci oczekują samochodów, które mają mniej niż 150 tys. km. Samochody ze sfałszowanym przebiegiem sprzedawane są tak samo przez handlarzy spod ciemnej gwiazdy, jak i przez autoryzowanych dilerów, którym takie przekręty robić najłatwiej. Oczywiście, bardzo często niski stan licznika potwierdzony jest książką serwisową. Zrobić książeczkę – nic prostszego. Gotowe druki można kupić na a wlepkę da się wydrukować na domowej drukarence. Jeśli auto przyjechało z zagranicy, tym trudniej przekręt zweryfikować – trzeba bowiem zwrócić się z pytaniem do zagranicznego serwisu, a ten nie ma obowiązku odpowiedzieć. Z autami zarejestrowanymi i serwisowanymi w Polsce jest łatwiej. Podpowiadamy: w karcie pojazdu znajdziemy listę poprzednich właścicieli wraz z danymi adresowymi – zawsze można pofatygować się i zapytać listownie: „jaki przebieg miał samochód, zanim Pan go sprzedał?”. Problem pojawia się, gdy sprzedawca zgubił kartę i wyrobił nową. Sposób ósmy: na wtórnik Jak pozbyć się krępujących wpisów w karcie pojazdu – że np. auto było kiedyś taksówką, że miało instalację gazową, że było kiedyś samochodem firmowym? Zgubić ją! Wówczas ponosimy pewien wydatek, ponieważ aby wyrobić wtórnik, trzeba też wymienić dowód rejestracyjny i znaczki na tablicach, ale klient, któremu sprzedajemy samochód, jest odcięty od informacji. W razie potrzeby kolejni właściciele mogą gubić karty pojazdu i całkiem zatrzeć ślady. Podpowiadamy: świeżo wydany dokument traktujmy z najwyższym podejrzeniem, nie wierzmy w roztargnienie sprzedawcy. Przy wyrabianiu wtórnika urząd wpisuje w dokument tylko aktualne dane. Sposób dziewiąty: na wielu właścicieli Czasem trudno uwierzyć, ile razy samochód zmienia właściciela w ciągu 2 miesięcy – np. pomiędzy aukcją poleasingową a miejscem sprzedaży docelowemu klientowi, czyli komisem. Czasem kilka razy. Samochód nie jest przerejestrowywany, dostajemy za to wraz z dokumentami plik faktur, które pozwalają odtworzyć historię auta i zarejestrować je. To – z punktu widzenia prawa – legalne. Można auto dziś kupić, jutro sprzedać, choć nie można go w tak krótkim czasie przerejestrować. Niestety, w ten sposób zaciera się ślady różnych przestępstw, np. fałszowania książki serwisowej czy zmniejszania stanu licznika. Jeśli nawet dojdziemy do tego, że taki fakt miał miejsce, nikt nie udowodni przestępstwa konkretnej osobie. Nikt więc nie poniesie odpowiedzialności karnej. Najgorsze, co grozi dilerowi, to zwrot gotówki. To jednak, jak już wspomniano, jest mało prawdopodobne, bo po pierwsze, często podpisujemy fakturę na niepełną kwotę, a po drugie, wpadka – np. spotkanie klienta z poprzednim użytkownikiem auta – to rzadkość. Sposób dziesiąty: picowanie, zmiana kierownic, plastików Warto przed sprzedażą auta dać nawet 1000 zł za porządne umycie go i odświeżenie, bo potem cena sprzedaży jest nawet o kilka tysięcy wyższa. Specjaliści od odmładzania aut nie są tani, ale skuteczni. Sprzedawcy często inwestują też w nowe obszycie kierownicy, wymianę plastików, które w niektórych modelach łatwo rysują się i odbarwiają. Tylko partacze robią to tak, jak sprzedawca Passata, którego oglądaliśmy w jednym z warszawskich komisów: deska rozdzielcza była mokra od plaka, który pobrudził szyby, a nawet progi auta. Wszędzie plak, a plastiki zapyziałe jak wcześniej. Większość handlarzy robi to jednak tak przekonująco, że na pierwszy rzut oka nawet fachowiec da się oszukać. Jakie masz prawa jako kupujący? Masz duże prawa jako kupujący, bo polskie przepisy są dla sprzedawców bezwzględne. Warunek: nie możesz już na początku dać się złapać na jedną ze sztuczek, które są przez handlarzy stosowane na porządku dziennym. 1. Ustawa o szczególnych warunkach sprzedaży konsumenckiej oraz o zmianie Kodeksu cywilnego wprowadza termin „zgodność towaru z umową”. Przyjmuje się, że towar jest zgodny z umową, jeśli przez dwa lata od transakcji nie ujawnią się jego poważne wady. W przypadku towarów używanych strony mogą za porozumieniem skrócić ten termin do roku, ale nie bardziej. Skrócenie okresu odpowiedzialności sprzedawcy musi być wyraźnie ujęte na piśmie i nie może być żadnych niejsaności. 2. Aby kupujący mógł skutecznie domagać się czegokolwiek od sprzedawcy, wada musi być poważna. Jeśli auto było teoretycznie bezwypadkowe i okaże się, że miało malowany błotnik, wada może nie być uznana za wystarczająco poważną. Jednak już naruszenie konstrukcji, konsekwencje niedbale wykonanej naprawy blacharskiej – jak samo dotyczy wyeksploatowanego silnika, którego naprawa lub kompletny remont pociągają za sobą znaczne koszty. 3. To, że sprzedawca o wadzie nie wiedział, nie zwalnia go z odpowiedzialności. Przepisy przyjmują, że jako profesjonalista zajmujący się sprzedażą aut powinien wiedzieć. Słowo „profesjonalista” jest ważne, ponieważ ochrona ustawowa dotyczy tych przypadków, gdy samochód kupiliśmy od firmy. Jeżeli kupiliśmy auto od osoby fizycznej, żadnej ochrony nie możemy oczekiwać. Prywatny sprzedawca nie odpowiada za stan samochodu, który sprzedaje, z wyjątkiem sytuacji, gdy dopuścił się oszustwa – np. przekręcenia licznika. 4. Poważną wadą są także wszelkie oszustwa maskujące rzeczywisty stan i wartość auta – np. zmiana stanu licznika czy podrobienie książki serwisowej. 5. W przypadku, gdy stwierdzimy poważną wadę auta, powinniśmy nie później niż w ciągu 2 miesięcy zgłosić ją sprzedawcy na piśmie. Telefony i uprzedzanie go o naszych roszczeniach nie mają sensu. Jeśli nie odpowie w ciągu 2 tygodni, w świetle prawa uznał nasze żądania. 6. Mamy prawo domagać się: odstąpienia od umowy, usunięcia wady lub obniżenia ceny. To sprzedawca wybiera, która opcja jest dla niego najkorzystniejsza. Brak jazdy próbnej? To na lawetę i do warsztatu! Czasem auto stoi na placu sprzedającego, nie mając ubezpieczenia. Jazda próbna jest więc niemożliwa. Co robić? Zbadać inaczej! Jazda próbna nie jest tak niezbędna, jak ocena zrobiona przez dobrego mechanika w warsztacie. Jazda próbna często ma wręcz ograniczony sens. Handlarze mówią nawet, że warto dawać poprowadzić klientowi. Gdy już siedzimy za kierownicą auta, zwykle lepszego niż używane dotychczas, już czujemy się jego właścicielem. Zaś w warsztacie... nie trzeba jeździć, aby zobaczyć, czy podwozie jest całe, czy silnik pracuje zdrowo, czy nie puka koło dwumasowe, czy auto było rozbijane i lakierowane. To wszystko jest widoczne dla mechanika na postoju. Na umowie ma być nazwisko prawdziwego sprzedawcy! Kupujesz auto od handlarza? To kupuj od handlarza, a nie od poprzedniego właściciela, którego nazwisko figuruje w dokumentach, ale który pozbył się auta jakiś czas temu i już o tym nie pamięta. Aby zarejestrować samochód w Polsce, nie trzeba kupić go od osoby, na którą jest zarejestrowany. Jeśli sprzedawca ma faktury lub umowy potwierdzające zmiany właścicieli, na ich podstawie zarejestrujemy samochód. Jeśli jednak zgodzimy się, aby za prawdziwego handlarza podać jakiegoś Niemca, który sprzedał samochód pośrednikowi, automatycznie pozbywamy się możliwości zgłoszenia reklamacji. I narażamy fiskusa na szwank, a to może oznaczać dla nas kłopoty. Auta, których nie ma Sprzedawca tego samochodu ukradł czyjś profil na Samochód oferowany do sprzedaży przez anglojęzyczną osobę w rzeczywistości należał do kogoś zapewniał, że samochód sprzedaje wyłącznie dlatego, iż obecnie potrzebuje do pracy sedana, a szczęśliwiec, który go kupi ten „piękny samochód” nie będzie zawiedziony. Prosił o podanie nazwiska i adresu do przesyłki samochodu i o wpłatę depozytu w wysokości 30 proc. wartości auta. Reszty oczekiwał dopiero w 5 dni po dotarciu auta na miejsce – tyle czasu dał kupującemu, aby ten mógł podjąć ostateczną decyzję. Gdyby była negatywna, wpłacone pieniądze obiecywał zwrócić w całości. Podobne oferty pojawiają się coraz częściej na (i nie tylko tam), przy czym samo ogłoszenia są pisane po polsku i nie budzą raczej żadnych wątpliwości. Oszuści oferują motocykle, samochody osobowe, terenowe i quady, które akurat zabrali ze sobą za granicę, ale chętnie dostarczą je do Polski. Nigdy jednak auta nie można obejrzeć prze kupnem. Uważaj, zanim kupisz VW Passat, Golf i inne z silnikiem TDI, szczególnie te z początku produkcji. Auta, ktore przyjeżdżają do Polski mają za sobą 150--200 tys. km przebiegu i w wielu przypadkach pierwszeobjawy nabywca ma w perspektywie: naprawę zespołu sprzęgła z kołem dwumasowym, naprawę turbosprężarki, wymianę głowicy silnika, remont zawieszenia. Nie zrekompensuje mu tego niskie spalanie na trasie! Lepsza opcja: TDI, ale też nie całkiem pewna. Ponadto: w Passatach sypie się przekładnia kierownicza. To wszystko nie są tanie rzeczy – sama wymiana głowicy (często nie da się naprawić!) kosztuje nawet 10 tys. zł! Fiat Punto/Alfa Romeo Selespeed (a także inne auta z przekładnią manualną zautomatyzowaną). Korzyść z takiej przekładni tym mniejsza, im słabszy silnik. O dobrych osiągach lepiej zapomnieć. Przyjemność z jazdy jest żadna. Usterka w kilkuletnim samochodzie – bardzo prawdopodobna, naprawa – bardzo droga. Opel Corsa C Easytronic. Auto samo zmienia biegi – zupełnie jak Fiat lub Alfa Romeo z przekładnią Selespeed. Sama przyjemność? Niezupełnie. Bowiem w skrzyniach tych psują się sterowniki, a wraz z nimi sprzęgło i kilka detali. Często wszystko naraz. Autoryzowane serwisy proponują naprawę za... prawie 10 tys. zł, co niemal dorównuje wartości auta lub ją przekracza. Jeśli potrafimy znaleźć fachowca, zrobi to taniej, ale i tak 3 tys. zł może „pęknąć”. Lepiej wybrać auto z normalną przekładnią. Mercedes W211. W pierwszych wersjach notorycznie „padają” automatyczne skrzynie biegów, elektronika, czasem hamulce, problemem jest korozja. Nissan Micra. Zdarzają się niespodzianki, jak uszkodzenie elektrycznego wspomagania kierownicy zintegrowanego z przekładnią. Rachunki za naprawę w ASO są wielotysięczne, nie zawsze da się uszkodzone wspomaganie zregenerować. Ford Mondeo. Rdzewieje jak mało który samochód. Na rynku jest wiele naprawdę bezwypadkowych aut, która mają drzwi, klapy i progi zaatakowane korozją perforacyjną. Peugeot 307. W samochodach z silnikami Diesla (szczególnie starsze wersje) problemem jest trwałość zespołu sprzęgła i koła dwumasowego. Ponadto nie są rzadkością problemy z elektroniką (szczególnie w dieslach, ale nie tylko) i kłopoty z notorycznie przepalającymi się żarówkami przednich i tylnych świateł. Audi/VW Multitronic. Przekładnia Multitronic (nie mylić z Tiptronikiem) działa wyjątkowo płynnie. Choć wydaje się, że zmienia biegi, tak naprawdę jest to bezstopniowa przekładnia CVT z zaprogramowanymi pozycjami, dzięki czemu udaje ona zwykłą skrzynię automatyczną. Działa to, jak powiedziano, świetnie, ale do czasu. Prawie każdy Multitronic albo już się zepsuł, albo dopiero się zepsuje. Uwaga: ceny napraw mają co najmniej 4 cyfry! Kierowcy z Polski bardzo chętnie kupują używane samochody, szczególnie te sprowadzone z Niemiec. Niestety, przez nieuczciwość sprzedawców, mogą nie cieszyć się długo zakupionym pojazdem. Właśnie poszukujesz auta dla siebie? Sprawdź, na czym polega sprzedaż samochodów „na Niemca” i dlaczego to rozwiązanie się nie czym polega metoda sprzedaży samochodów „na Niemca”?Nie każdy kierowca poszukujący samochodu w komisie spotkał się z ofertą sprzedaży wybranego modelu „na Niemca”. Na czym polega taka transakcja? Z reguły proponują ją nieuczciwi właściciele komisów samochodowych. Sprowadzenie auta z zagranicy, np. z Niemiec, wiąże się z kosztami – zapłacić trzeba podatek akcyzowy. Wysokość akcyzy zależy z kolei od pojemności silnika. Dla pojazdów o pojemności silnika:do 2000 cm3 – akcyza wynosi 3,1 proc. wartości pojazdu,powyżej 2000 cm3 – akcyza wynosi 18,6 proc. wartości pojazdu (np. Audi A4), który kosztował 20 000 euro (ok. 84 000 zł) wyposażonego w silnik 2995 cm3 oznacza konieczność odprowadzenia podatku w wysokości 15 624 zł. Aby uniknąć akcyzy, nieuczciwy sprzedawca może zaproponować klientowi sprzedaż pojazdu „na Niemca”. Oferta z reguły jest korzystna cenowo, a to dlatego, że handlarz nie uiścił wymaganego samochodu „na Niemca” polega na tym, że handlarz na umowie wpisuje dane nie swoje, ale osoby, od której kupił on pojazd za granicą. Niestety, zdarza się, że dane są fałszywe – osoba podana jako właściciel nie istnieje lub istnieje, ale z samochodem, który jest przedmiotem umowy, nie ma nic wspólnego. To z kolei rodzi dla nowego właściciela pojazdu poważne też wiedzieć, skąd pochodzi nazwa „na Niemca”. Nie jest ona przypadkowa, gdyż od lat właściciele komisów samochodowych i osoby prywatne używanych pojazdów najczęściej szukają właśnie na terenie Niemiec. W ten sposób utrwaliła się nazwa nieuczciwej praktyki właścicieli komisów samochodowych, którzy funkcjonują w szarej samochodu „na Niemca” oznacza dla nabywcy brak rękojmiWielu kierowców, którzy spotykają się z ofertą zakupu pojazdu „na Niemca”, nie jest świadomych konsekwencji tego rozwiązania. Tymczasem pierwsze problemy mogą pojawić się nawet już kilka dni po zakupie auta. Jeżeli okaże się, że jest on uszkodzony, to handlarz najpewniej odmówi pomocy – ostatecznie jego dane nie będą widnieć na umowie. W ten sposób kupujący pozbawia się możliwości skorzystania z rękojmi. Czym jest rękojmia?Najprościej mówiąc, to ustawowa odpowiedzialność sprzedawcy za wady oferowanej rzeczy. Mowa tu zarówno o wadach fizycznych, jak i prawnych. Jeżeli sprzedawca nie poinformował nabywcy o wadach, to – co do zasady – kupujący przez 2 lata (licząc od momentu zakupu) może powołać się na instytucję rękojmi i odzyskać środki przeznaczone na zakup wadliwej rzeczy (w tym przypadku samochodu).Właściciel samochodu zakupionego „na Niemca” będzie miał też problem, jeżeli przed podpisaniem umowy nie sprawdzi dokładnie historii auta i nie wykona przeglądu technicznego w ASO lub zaufanym warsztacie samochodowym. Jeżeli okaże się, że pojazd:pochodzi z kradzieży,ma przekręcony licznik,jest powypadkowyto skierowanie skutecznego roszczenia w stosunku do handlarza również nie będzie możliwe – może on wyprzeć się sprzedaży. W każdej z wymienionych wyżej sytuacji nowy właściciel będzie musiał samodzielnie zmierzyć się z problemem. Z reguły poważne wady lub zgłoszenie kradzieży pojazdu mogą dla niego oznaczać utratę samochodu. Lista problemów, które mogą pojawić się po zakupie auta „na Niemca”, jest jednak finansowe konsekwencje rodzi zakup auta „na Niemca”? Tylko zarejestrowane samochody mogą poruszać się po polskich drogach. Tymczasem po złożeniu przez właściciela wszystkich wymaganych dokumentów procedura rejestracji pojazdu przebiega następująco:rejestracja czasowa – urząd rejestruje samochód na 30 dni (z możliwością przedłużenia na kolejne 14 dni) i w tym czasie sprawdza dokumentację pojazdu,rejestracja właściwa – właściciel pojazdu otrzymuje właściwe dokumenty i może użytkować urzędnicy mają dostęp do wielu narzędzi, za pomocą których są w stanie dokładnie zweryfikować historię pojazdu. To z kolei oznacza, że istnieje duża szansa wykrycia przez nich nieprawidłowości. Nie jest to zresztą szczególnie skomplikowane – wystarczy zwrócić uwagę na to, czyje dane widnieją na dokumentach wywozowych. Jeżeli nie jest to osoba rejestrująca pojazd, pracownicy wydziału komunikacji mogą dojść do przekonania, że doszło do sprzedaży auta „na Niemca”.Jeżeli urzędnikom uda się udowodnić, że umowa nie została zawarta między stronami w niej wymienionymi, to nabywca musi liczyć się z poważnymi konsekwencjami finansowymi. Tylko za zapłacenie akcyzy po terminie grozi kara do 30 tys. zł. Dodatkowo właściciel pojazdu może zostać oskarżony o fałszerstwo i stracić samochód – na podstawie posiadanej umowy nie będzie on mógł skutecznie używać argumentu, że jest właścicielem tylko możliwe kary finansowe powinny odstraszyć osoby zainteresowane zakupem auta „na Niemca”. Dla przykładu w 2019 r. Ministerstwo Finansów opracowało zmiany, które mają spowodować uszczelnienie systemu poboru akcyzy poprzez wyeliminowanie zgłaszania aut do 3,5 tony sprowadzonych z zagranicy jako samochód „na Niemca? Możesz nie otrzymać odszkodowania Osoby, które kupiły auto „na Niemca”, mogą spotkać się z problemami także przy staraniu się o odszkodowanie. Jeżeli doszło do niegroźnej kolizji lub wypadku, a poszkodowany kierowca stara się o wypłatę odszkodowania z OC sprawcy lub własnego AC, to może się okazać, że go nie otrzyma. Dlaczego?Przed zawarciem polisy firmy ubezpieczeniowe dopytują o wszystkie okoliczności, które mogłyby mieć wpływ na wysokość składki ubezpieczenia. Z kolei po zgłoszeniu szkody weryfikują dokładnie dokumenty i sprawdzają historię pojazdu. Wówczas też ujawniona może zostać np. kradzież pojazdu lub sprzedaż „na Niemca” – dziś pracownicy firm ubezpieczeniowych mają szeroki dostęp do historii pojazdów, które po raz pierwszy zostały zarejestrowane poza granicami Polski. Takie okoliczności zwalniają ubezpieczycieli od wypłaty odszkodowania. To też kolejny powód, dla którego nie warto samochodu „na Niemca” oznacza niższy podatek akcyzowy i brak podatku od czynności cywilnoprawnych, ale jeżeli „przekręt” zostanie ujawniony przez urzędników lub ubezpieczyciela, właściciel auta musi liczyć się z poważnymi konsekwencjami. Najpewniej czeka go utrata pojazdu, kara finansowa, a niekiedy nawet odpowiedzialność karno-skarbowa. Aby uniknąć kłopotów, warto dokładnie sprawdzić pojazd przed zakupem oraz upewnić się, że w umowie widnieją dane rzeczywistego sprzedawcy. Popularną inwestycją ostatnio stały się auta zabytkowe. Każdy kupiony za okazyjną cenę, przeznaczony do remontu samochód, po odrestaurowaniu można sprzedać ze 100 procentową przebitką. Posiadanie auta zabytkowego stało się modnym hobby, coraz więcej organizuje się zlotów, wystaw zabytkowych aut i motocykli, niektóre mają wydźwięk lokalny, inne to duże międzynarodowe imprezy. W Polsce znajdują się renomowane zakłady, zajmujące się restauracją pojazdów zabytkowych, pracujące na swoją markę latami całymi, przyjmujące zlecenia z całej Europy. Problemem są auta wyprodukowane przed 1945 rokiem, nad którymi posiada nadzór konserwator zabytków. Inwestor z zagranicy, zlecający polskiemu warsztatowi renowację, musi zgłosić fakt, że przywozi auto zabytkowe do polskiego warsztatu. Także na wywóz własnego samochodu z Polski musi uzyskać zgodę ministra kultury i dziedzictwa narodowego. Jest to znaczące utrudnienie pracy polskich warsztatów specjalizujących się pracach konserwatorskich. Zresztą, przeszkody proceduralne istnieją nie tylko w zakresie wywozu i przywozu starego samochodu do Polski. W naszym kraju nie można zarejestrować na przykład kolekcji aut zabytkowych pod jednym numerem. Nasze przepisy, chroniące zabytki przed wywiezieniem ich za granicę, pochodzą z czasów PRL, więc są naprawdę mocno przestarzałe i niezbyt pasują do dzisiejszych czasów. Kiedyś miały chronić polskie kolekcje przed ekspansywnym ich wykupem przez bardziej zamożnych kolekcjonerów z Europy Zachodniej, dziś Polacy płacą dokładnie takie same pieniądze, jak kolekcjonerzy z innych krajów, więc przepisy są mocnym anachronizmem. Pojazd zabytkowy – doskonała inwestycja Polacy zaczynają świadomie inwestować w tego typu auta. Największy zysk gwarantują marki i modele poszukiwane wśród kolekcjonerów określone marki i modele, więc zakup pierwszego lepszego starego samochodu niewiele nam da. Do najbardziej poszukiwanych należą youngtimery, samochody z lat 70. i 80., takie jak Roadster czy Mercedes 190. Kosztujący kilka late temu pół miliona euro model 300 SL Gullwing dziś kosztuje milion euro. To oczywiście najbardziej jaskrawy przykład, że to, że na zabytkowym aucie można dobrze zarobić, pod warunkiem, że ma się pieniądze i czas. Koszt zakupu auta do odrestaurowania oraz samej restauracji to wydatki liczone w tysiącach dolarów. Na TOP liście aut zabytkowych nie znajduje się żadne polskie auto z czasów PRL, mimo że wśród pasjonatów motoryzacji nie brakuje ich wielbicieli. Dużą popularnością, oraz ceną cieszą się natomiast auta ze składanym dachem czy auta sportowe lub cabrio. Stosunkowo niedużo kosztują limuzyny, a droższe od nich są coupe. Kluczowym czynnikiem, decydującym o cenie, są krótkie serie produkcje ekskluzywnych aut. Nasze anachroniczne przepisy powodują, że kolekcjonerzy muszą płacić cło i VAT za części do aut zabytkowych lub samej samochody zabytkowe, co dodatkowo wpływa na cenę pojazdu. Jednakże, jak oceniają znawcy tematu, to doskonała inwestycja, uniezależniona od światowych kryzysów, dewaluacji pieniądza czy osłabienia gospodarki. Wywóz samochodu zabytkowego za granicę Sprzedając stare auto za granicę, trzeba uzbroić się w cierpliwość, uzyskać jednorazowe pozwolenia na wywóz za granicę pojazdy starsze niż 50 lat, o wartości wyższej niż 32 000 zł. Wycenę może zrobić rzeczoznawca, jednak najczęściej zleca ją celnik, który może podważyć opinię biegłego. Podobna sytuacja ma miejsce, gdy chcesz wywieźć swój własny motocykl lub auto za granicę, bo akurat zmieniasz miejsce zamieszkania. Nie wolno ci sprzedać za granicę samochodu wpisanego do rejestru zabytków. Rejestru nie wolno mylić z ewidencją. W rejestrze znajdują się najcenniejsze egzemplarze, podlegające szczególnej ochronie. Zgoda na sprzedaż takiego auta za granicę, wydana przez ministra do spraw kultury i ochrony dziedzictwa narodowego, ważna jest przez 12 miesięcy, uzyskujesz ją za pośrednictwem Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków. Musisz liczyć się z faktem, że takową zgodę nie zawsze uzyskasz. Wyjątek stanowią auta, sprowadzone do Polski z UE nie dawniej niż trzy lata wstecz. Wówczas takie auto może być wywiezione ponownie do krajów UE bez pozwolenia. Na krótki czasu można swobodnie wywozić z kraju auta młodsze niż 50 lat i wartości niższej niż 32 tysiące złotych. Dla pojazdów starszych i droższych kolekcjoner ponownie musi przejść całą „ścieżkę zdrowia”, uzyskując zgodę Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków. Zgoda taka ważna jest przez okres trzech lat. Taka sama procedura obowiązuje przy wielokrotnym wywozie auta, więc większość kolekcjonerów, którzy czynnie wożą swoje auta na zloty i wystawy o takie ubiega się najchętniej.

sprzedaż auta za granicę przekręt